Z okazji Dnia Matki zaprosiliśmy do studia Bezpośrednich cztery kobiety, które od lat rozwijają sprzedaż bezpośrednią: Martę Michno (Forever Living Products), Anię Kinal (Mary Kay), Ewę Piotrowską (Amway) i Kasię Kaletę (Juice+). Każda z nich to mama, która ma inna historię – Marta wychowuje czwórkę dzieci, Ania piątkę w rodzinie patchworkowej, Kasia dwójkę, a córki Ewy mają już własne dzieci. A jednak, gdy zaczęły opowiadać, okazało się, że łączy je jedna myśl.
Na spotkaniu padło zdanie, które stało się kluczem do całej rozmowy: do sprzedaży bezpośredniej kobiety-matki trafiają zwykle jedną z dwóch dróg – albo z desperacji albo z marzenia. I rzeczywiście, w opowieściach naszych bohaterek odbiły się obie.
Z marzenia albo desperacji
Ania Kinal – Mary Kay
Bo bywa, że życie ma na nas inny plan, niż sobie wymarzymy. To historia Ani Kinal. Ania produkty Mary Kay znała wcześniej, jako klientka i nie miała większych planów co do biznesu networkowego. Aż pewnego dnia została samotną mamą i nagle zabrakło planu B. Sprzedaż bezpośrednia nie była wtedy pomysłem na „dodatkowy zarobek”, lecz realnym wyjściem, w które weszła na całego. To, co zaczęło się z konieczności, stało się jej zawodem i jej niezależnością.
Ewa Piotrowska – Amway
Ewa Piotrowska z firmy Amway opowiada nam podobną historię. Przez piętnaście lat prowadziła z mężem zakład mięsny i robiła coś, czego nie lubiła, w tempie, które pochłaniało wszystko. Jak sama mówi, w tamtym czasie właściwie nie widywała dzieci, bo pracy było tyle, że nie zostawało z niej życie. Ewa mówi, że straciła niemal zupełnie swoje poczucie kobiecości.
I wtedy przyszła sprzedaż bezpośrednia, którą wykorzystała jako swoją „Exit strategy”.
A za tymi drzwiami okazało się, że czeka nowe lepsze życie, w którym znalazło się czas nie tylko dla córek, ale też na nią samą.
Marta Michno – Forever Living Products
Druga droga zaczyna się nie od ściany, tylko od pytania: czy naprawdę musi być tak, jak wszyscy mówią? Czy trzeba wybierać: kariera albo dzieci?
Marta z Forever Living Products nie chciała wybierać. Marzyła o modelu innym niż etat – takim, który pozwoli jej wychowywać dzieci i jednocześnie nie wypaść z rynku pracy, nie zniknąć zawodowo na lata. A poza tym już bardzo chciała wyjść z tych dresów i domowych pieleszy!
Przy trzecim dziecku elastyczność przestała być luksusem, a zaczęła być warunkiem, żeby w ogóle dało się to wszystko pogodzić. I wtedy na jej drodze stanęła inna kobieta, która pokazała, że można.
Kasia (Kate) Kaleta – Juice+
Kasia (mówi o sobie Kate) poszła z tym marzeniem jeszcze dalej. Zaczynała skromnie, małymi krokami. A dziś część roku spędza za granicą, a swoje dzieci uczy w trybie edukacji domowej. Jej praca nie jest przywiązana do jednego biurka ani jednego miasta – to ona układa ją wokół życia rodziny, a nie odwrotnie. Dla wielu kobiet brzmi to jak fantazja. Kasia ją po prostu zrealizowała, ale jak mówi, udało się dlatego, że powiedziała głośno i wyraźnie, że tego właśnie chce.
Świat, który każe kobietom płacić za macierzyństwo
Te cztery historie różnią się punktem startu, ale prowadzą do tego samego wniosku o świecie, w którym żyjemy. Wciąż zbyt często kobiety ponoszą karę za macierzyństwo. To one słyszą na rozmowach o pracę pytanie o plany rodzinne, to ich rzadziej awansuje się po powrocie z urlopu, to one najczęściej wypadają z rynku, gdy klasyczny etat okazuje się nie do pogodzenia z opieką nad dziećmi. To one, kobiety, wracające z urlopu macierzyńskiego słyszą, że już nie nadążają.
I to właśnie ta nierówność, częściej niż czysty wybór, popycha kobiety do szukania innej drogi. Marta, Ania, Ewa i Kasia znalazły ją w modelu, który od zawsze cechuje duża elastyczność: pozwala pracować we własnym rytmie, zwiększać lub zmniejszać zaangażowanie zależnie od etapu życia, rosnąć bez porzucania domu i bez rezygnacji z bycia obecną mamą. Sprzedaż bezpośrednia nie zmusza do wyboru „albo dzieci, albo kariera”. Daje przestrzeń, żeby mieć jedno i drugie.
To, co rynek dopiero odkrywa, my mamy od zawsze
Najciekawsze jest to, że świat pracy powoli zaczyna myśleć podobnie. Coraz więcej pracodawców rozumie, że elastyczność nie jest przywilejem, lecz warunkiem utrzymania kobiet na rynku pracy i że trzeba projektować systemy, które dopasowują się do macierzyństwa, zamiast za nie karać.
To dobra zmiana. I trzymamy kciuki za rynek pracodawców, bo kobiety na to zasługują.
W naszej branży elastyczność jest fundamentem, na którym budujemy od zawsze. Kobiety takie jak nasze bohaterki udowadniają to każdego dnia, na długo zanim zaczęły ten temat podnosić media.
Wszystkie cztery historie, w pełnej, poruszającej wersji, można usłyszeć z ust samych bohaterek. Zapraszamy do obejrzenia nagrań na naszym kanale YouTube. Z dedykacją dla wszystkich Mam, które muszą i które chcą, coś zmienić.


Brak komentarzy, dodaj swój poniżej!